Świętojańskie wideo

Teatr na nowe czasy: Pawlak/Pigoński, Usta McQueena

Teatr na nowe czasy: Komuna//Warszawa, Paradise Now? Remix Living Theatre

Wiedżmin w Teatrze Muzycznym w Gdyni: fragment próby medialnej

Śpiewający Aktorzy 2017: Katarzyna Kurdej, Dziwny jest ten świat

Barbara Krafftówna W Gdańsku

Notre Dame de Paris w Teatrze Muzycznym w Gdyni: Czas katedr




Nasz autor

obrazek

Tomasz Cieślikowski
(ostatnie artykuły autora)

Pasjonujący się utrwalaniem ulotnych chwil na matrycy, kochający muzykę, szczególnie tę na żywo, nie pogardzi także dobr...

[Wideo] Rozmowa z Wojciechem Fułkiem, kandydatem na Prezydenta Sopotu

Opublikowano: 27.10.2010r.

Pierwsza rozmowa z kandydatem na Prezydenta Sopotu z ramienia komitetu "Kocham Sopot"




 

Zajmuję się polityką bo…?

Wojciech Fułek*: Tak naprawdę nie zajmuję się polityką, tylko Sopotem. Sopot to moja pasja. Nie zajmuję się polityką w sensie partii, ugrupowań politycznych. Zajmuję się społecznymi, obywatelskimi aspektami działalności na rzecz miasta.

Ewolucja czy rewolucja ?

Zdecydowanie jestem ewolucjonistą, choć zdarzają się momenty w życiu i w pracy, kiedy trzeba uderzyć mocno ręką w stół i zmienić drastycznie pewne rzeczy.

Np. Pańska kandydatura na prezydenta to jest rewolucja?

Rewolucja chyba nie. Moja kandydatura wynika z tego wszystkiego, co do tej pory robiłem, czyli z pewnej ewolucji w moich postawach, ale również z dostrzegania pewnych zaniedbań, błędów czy rzeczy, które można zrobić lepiej lub inaczej.

Najważniejsze w życiu to?

Najważniejsze w życiu to rodzina i wynikające z tego szczęście rodzinne. Chociaż są momenty i lepsze i gorsze. A także, aby robić coś nie tylko dla siebie, ale też dla innych. Czyli z jednej strony rodzina, a z drugiej jednak działania na zewnątrz, z których coś po nas pozostanie.

Gdybym mógł cofnąć czas…

Myślę, że nie chciałbym cofać czasu, niczego w życiu nie żałuję z tego co udało mi się osiągnąć i z tego czego nie udało mi się jeszcze osiągnąć.

Szklanka jest zapełniona tylko do połowy czy aż do połowy?

Zawsze uważam, że jeżeli szklanka jest do połowy pusta, można tę połowę wypełnić.

Pierwsza dziewczyna, pierwsza miłość?

Pierwsza dziewczyna to chyba jeszcze przedszkole, pewne wspomnienie fascynacji. Pierwsza miłość to dopiero w liceum.

Na bezludną wyspę zabrałbym książkę pt. ?

Bezludna wyspa jest miejscem szczególnym, w którym nie wiemy jak długo przyjdzie nam spędzić czas. W związku z tym, jeżeli miałbym wybrać jedną powieść byłaby nią 100 lat samotności Marqueza. Myślę, że to jest odpowiedni tytuł na bezludną wyspę.

Ma pan ulubioną postać ze 100 lat samotności?

Chyba bardziej ogólnie chodzi o ten klimat rozciągnięty w czasie, narracje, realizm magiczny, to co wychodzi poza rzeczywistość, swoista magia bijąca z tej książki. Nie zastanawiałem się wcześniej nad tym, teraz przyszło mi to do głowy.

Film ?

Jeżeli chodzi o film, to ten, do którego wracałem w moim życiu z różnych powodów i chciałbym wracać to byłby Lucky Man Lindsaya Andersona. Jest to historia pewnego człowieka, który jest rzucony na samym końcu na bezludną wyspę, choć pełną ludzi, ten człowiek był ciągle sam i bezwolnie poddawał się rozwojowi wypadków.

Jeżeli miałbym zabrać płytę muzyczną to chyba Ścianę Pink Floydów.

Obraz, rzeźbę…?

Byłby to jeden z tych obrazów, który przypominałby mi dom rodzinny, niekoniecznie jakieś wielkie dzieło muzealne, historii sztuki, ale takie które wprowadzałoby mnie dobry nastrój. Do takich obrazów zaliczam obrazy mojego licealnego kolegi Andrzeja Umiastowskiego.

Spektakl teatralny ?

Mam taki jeden spektakl, który zrobił na mnie wielkie wrażenie . Organizowałem z przyjaciółmi Studenckie Ogólnopolskie Prezentacje Otwartych Teatrów. To był teatr Ósmego dnia Więcej niż jedno życie. Myślę, że to jest ten spektakl, który chciałbym obejrzeć na żywo jeszcze raz, może nie na płycie, w wykonaniu starego teatru Ósmego dnia, ze śpiewającą Ewą Wójciak, z niesamowitą reżyserią i inscenizacją Lecha Raczaka.

Wracając do Lucky Mana. Czyżby utożsamiał się pan z głównym bohaterem granym przez Malcolma McDowella, który niczym Kandyd przemierza świat w przypowieści, doznając różnych przygód, opowieści, doświadczeń, tak Pan siebie widzi w życiu?

Siebie niekoniecznie, ale wielu ludzi wokół. Myślę, że taki wolterowski Kandyd jest postacią, która towarzyszy nam czasami we własnych doznaniach, ale częściej obok, znajomi, sąsiedzi, którzy z nami się stykają, poddają się biegowi wypadków i idą za tym co przynosi życie.

Whisky czy koniak?

Zdecydowanie wino. Dobre, czerwone, niezbyt wytrawne, takie z lekkim posmakiem słodkości. Ale taka old whisky na pewno by nie zaszkodziła.

Marylin Monroe czy Angelina Jolie?

WF: Chyba jednak MM bo to legenda i trochę więcej tajemnicy. Angelina Jolie… mam do niej sentyment z dwóch powodów. Po pierwsze jest córką Johna Voita, po drugie jest symbolem dzisiejszej popkultury. Jednak MM jest symbolem filmu, kobiecości i kilku filmów, które weszły do kanonu światowego kina.

Wojciech Fulek złapał złotą rybkę. Jakie ma 3 życzenia?

Nigdy nie wiadomo, co odpowiedzieć na takie pytanie. Po pierwsze, więcej dystansu do świata, samego siebie i do tego co się dzieje wokół nas, bo taki dystans jest w stanie zapewnić tylko złota rybka, bo samemu trudno jest się zdystansować do tego wszystkiego. Więcej czasu na spełnianie swoich pasji, pomysłów i projektów, również życiowych. A także wygranych wyborów na prezydenta Sopotu. Wówczas i część pasji będzie można zrealizować.

No właśnie, a inne, osobiste pasje, hobby, zainteresowania ?

Tutaj znowu muszę powiedzieć: Sopot. Sopotowi poświęciłem, nie tylko moje życie zawodowe, ale i działalność autorską, filmy i książki . Ale mam jeszcze dwie pasje związane z moją twórczością, działalnością. Muzyka- historia muzyki rock’n’rollowej, również jazzowej, historia osób związanych z tymi ruchami. Temu tematowi poświęciłem kilka filmów, tekstów, miejsca w książkach i publikacjach. Druga pasja to muzyka- musical…

Był Pan już na Spamalocie?

Byłem i szczerze mówiąc szedłem na spektakl z obawami jako fan humoru Monty Pythona, widziałem Św. Graala w oryginale i muszę powiedzieć, że się bardzo mile rozczarowałem tą inscenizacją. Na pewno są różnice pomiędzy obsadami. Ja byłem na premierowej obsadzie – dynamizm, humor, rozmach inscenizacji, ironia, oraz wszelkie polskie odnośniki świetnie zmieściły się w konwencji przedstawienia. Dlatego polecam ten spektakl wszystkim, którzy mają poczucie humoru.

Już właściwie opowiedział Pan nam o swoich marzeniach, ale może jest jeszcze coś czym chciałby pan się podzielić z czytelnikami?

Były już marzenia sopockie. Tak prywatnie, to chciałbym w końcu dokończyć nasz dom na wsi, który jest najstarszą chałupą starej wsi, niegdyś na granicy polsko-niemieckiej. Dziś to już jest wieś polska Przechlewo. To ponad stuletnia chałupa, która nieustannie potrzebuje remontu. Chciałbym kiedyś dokończyć te prace i powrócić do spokoju ducha, być może właśnie tam.

Wojciech Fulek o swoim życiu prywatnym…

WF: Sfera prywatności jest o tyle ważna, że staram się za bardzo nie odkrywać tej materii. Nie jest tajemnicą, że mam jedną i tą samą żonę Małgorzatę, nauczycielkę historii w sopockim gimnazjum oraz tzw. KOSSu, czyli Kształcenia Obywatelskiego Szkół Samorządowych. Jest zaangażowana w bardzo rozmaite akcje społeczne i sopockie. Mam trzech synów, z których najstarszy mieszka już osobno. Młodszy studiuje kulturoznawstwo, a najmłodszy jest gimnazjalistą. Jestem w tym szczęśliwym położeniu, że w domu możemy dyskutować na temat wielu spraw w sposób otwarty i mamy wspólny język międzypokoleniowy, bo jest to kilka pokoleń. Pomiędzy synami jest 7 lat różnicy, co czyni między najmłodszym i najstarszym 14 lat różnicy. Jest to fantastyczne zjawisko, kiedy można usiąść z synami, rodziną i porozmawiać poważnie na różne tematy: o filmach, książkach, o muzyce, o tym co się dzieje wokół, kiedy ta nić porozumienia jest bardzo mocna.

Dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję.

Ucho Gdynia Gazeta Świętojańska

Wybory 2010: Wojciech Fułek, Sopot . Jeśli masz kłopoty z „odpaleniem” filmu, wejdź tutaj

*Wojciech Fułek, kandydat na Prezydenta Sopotu Komitetu Wyborczego Wyborców Kocham Sopot, „sopocianin od zawsze i na zawsze”, od urodzenia (1957) mieszkaniec Sopotu, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego oraz Studium Podyplomowego „Europejska Administracja Rządowa i Samorządowa”, od 1990 w sopockim samorządzie, w latach 1998 –2010 Wiceprezydent Sopotu, znawca historii miasta, autor licznych książek i filmów dokumentalnych.