Gdynia-Gdańsk 3:0

Opublikowano: 04.06.2017r.

Zakończone rozgrywki ekstraklasy piłki nożnej przyniosły jednym wielką satysfakcję, drugim głębokie upokorzenie.

Gdynia – Gdańsk 3:0

Piotr Wyszomirski

 

Finał rozgrywek ekstraklasowych w piłce nożnej będzie jeszcze długo wspominany w trójmiejskich klubach, grupach kibicowskich i wśród zwyczajnych sympatyków. Można bez wątpienia mówić o ciągu wydarzeń historycznych a jeszcze 17 kwietnia niewiele na to wskazywało. Tego dnia Lechia wygrała derby z odwiecznym przeciwnikiem a Arka dryfowała w kursie na spadek z ekstraklasy. Lechia miała szanse nawet na mistrzostwo kraju a gdynianie wyglądali bardzo blado. Arka zmierzała ku otchłaniom, Lechia do Europy.

Nadszedł 2 maja i finał Pucharu Polski. Faworyzowany Lech Poznań, dysponujący ogromnym budżetem i potencjałem piłkarskim, uległ na własne życzenie i niespodziewanie, ambitnej drużynie już pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego, ratownika zatrudnionego do osiągnięcia głównego celu, czyli utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej. Sukces gdynian był tym bardziej zaskakujący, że 10 marca Kolejorz wygrał przy Olimpijskiej bezapelacyjnie aż 4:1.

Sukces Arki mógł być przyćmiony przez spadek. Jednak żółto-niebiescy uratowali ekstraklasę, choć zrobili to w niezbyt godnym stylu. „Ręka” czołowego snajpera Rafała Siemaszki w przedostatniej kolejce przedłużyła nadzieje. Ruch Chorzów przez to „wstydliwe” zagranie tylko zremisował w Gdyni i definitywnie stracił szanse na utrzymanie. Odwoływał się, ale nic nie wskórał. Wszystko miało zależeć od ostatniego spotkania, w którym Arka miała stanąć naprzeciw zwycięzcy dolnej „połówki”. Zagłębie Lubin zachowałoby 9 miejsce bez względu na wynik pojedynku z walczącymi o byt gdynianami. Lubinianie zapowiadali ambitną walkę, coś się mówiło o szacunku kibiców, ale to nie Anglia, więc skończyło się zgodnie z przewidywaniami. Grające bez ambicji Zagłębie uległo 1:3 i w Gdyni rozpoczęto świętowanie, które dzisiaj z pewnością będzie miało ciąg dalszy.

Przed dzisiejszymi rozstrzygnięciami w ekstraklasie Lechia stała najgorzej, jej szanse na puchary były najmniejsze. Żeby Lechia zagrała w Lidze Europy, nie mogła przegrać w Warszawie, zakładając, że w Białymstoku będzie remis. Gdańszczanie mieli nawet szanse na mistrzostwo i eliminacje do Ligi Mistrzów, ale musieliby wygrać w Warszawie a Jagiellonia nie mogła wygrać z Lechem u siebie. Jeszcze na 20 minut przed końcem kolejki realizował się scenariusz na Ligę Mistrzów – w Warszawie drużyny nie chciały sobie zrobić krzywdy i niezmiennie na tablicy wyników widniał rezultat wyjściowy a w Białymstoku Lech prowadził 2:0 i wydawało się, że kontrolował przebieg wydarzeń. Kontuzja Trałki, dobre zmiany w Jadze, serpentyny (będzie pewnie grzywna), które wydłużyły mecz o 10 minut, czerwona kartka dla Jevticia i zrobiło się 2:2. W międzyczasie w stolicy mecz zakończył się bezbramkowym remisem, kilka minut nerwów i… Lechia przegrana.

Zwycięstwo w Pucharze Polski i eliminacje Ligi Europy, utrzymanie w lidze i brak Lechii w pucharach – 3:0 dla Arki, 3:0 dla Gdyni w niepisanym pojedynku miast. Przez długi czas wydawało się, że będzie to historycznie nieszczęśliwy sezon dla gdynian – spadek po roku gry w ekstraklasie, niewielkie szanse w finale Pucharu Polski i gloria Lechii. Okazało się na odwrót – to był najlepszy sezon w historii Arki Gdynia, no bo przecież oprócz sukcesów własnych najbardziej cieszą porażki największych wrogów. Czyż nie?




Autor

obrazek

Piotr Wyszomirski
(ostatnie artykuły autora)

Każdy ma swoje Indie gdzie indziej